piątek, 12 sierpnia 2016

Isaac Asimov – Azazel

Wstyd się przyznać, ale do tej pory nie miałem jeszcze styczności z Asimovem. Znajomi oczywiście polecali mi jego twórczość, z „Fundacją” na czele, ale jakoś zawsze było nie po drodze. Do czasu – niedawno w moje ręce wpadł zbiór opowiadań „Azazel”, który przesądził sprawę. Od jutra wyruszam na łowy w poszukiwaniu wszystkiego, co podpisane jest nazwiskiem Rosjanina.

„Azazel” to antologia, której bohaterami są sam Asimov (w ilościach bardzo umiarkowanych) oraz jego znajomy George. Znajomy niezwykły, ponieważ posiada umiejętność przywoływania dwucentrymetrowego demona spełniającego życzenia (ale tylko ku dobru ludzkości!). Każdy z tekstów zbioru zbudowany jest na podobnej zasadzie – spotkania dwóch panów, które przeradza się w monolog George’a opowiadającego historię związaną z Azazelem, tytułowym demonem.

To mój ulubiony rodzaj fantastyki – bez zbędnych opisów i pseudomądrych przemyśleń, za to z dużą ilością niezbyt szybkiej akcji zakończonej sympatycznym morałem. Problem z Georgem i Azazelem polega na tym, że, choć zawsze próbują czynić dobro, za każdym razem kończy się to nieoczekiwanie nieprzyjemnie. Do tego dochodzi także świetnie wykreowana postać „właściciela” demona, który swoją niebanalną uszczypliwością i dramatycznie wykrzywionym spojrzeniem na kwestię rachunków za lunch momentalnie zostaje skatalogowany przez mózg jako „zapamiętać, unikać”.

Sam Asimov we wstępie pisze, że opowiadania o Azazelu stoją gdzieś pomiędzy fantasy a s-f. Rozgranicza je tylko postać demona (zresztą znakomicie znającego się na fizyce kwantowej), który zamieniony na przybysza z odległej planety automatycznie zakwalifikowałby historie jako science-fiction. Jakiej by jednak tutaj łatki nie przykleić, moc opowieści pozostanie taka sama – nie ma magicznego środka na uszczęśliwienie ludzkości. A jeśli ktoś mówi, że jest – przeczytaj dokładnie drobny druczek.

Największa zaleta zbioru – eksploracja konkretnego schematu narracyjnego – jest też jego największą wadą. Mimo ogromnej sympatii dla historii o dwucentymetrowym demonie, nawet mnie zaczęły one po jakimś czasie nużyć. Złapałem się nawet na tym, że ostatnie opowiadania czytam już tylko po to, by poznać niezamierzone efekty kolejnych prób uszczęśliwienia przyjaciół George’a.

Mimo tej monotonni „Azazel” jest zbiorem fantastycznym – zupełnie innym od tego, co dzisiaj zalega na sklepowych półkach. Jeśli będziecie mieli okazję, koniecznie się z nim zapoznajcie. Tylko nie proście o pomoc George’a, kiedyś mi za to podziękujecie.

Michał „Michu” Wysocki
Share: 

0 komentarze:

Prześlij komentarz