czwartek, 11 sierpnia 2016

Italo Calvino – Rycerz nieistniejący

Wychodząc z założenia, że należy walczyć z własną ignorancją, postanowiłem wyciągnąć macki po literaturę fantastyczną inną niż polska i anglosaska. Dosyć szybko dotarłem do realizmu magicznego i w dwie noce pochłonąłem „Kafkę nad morzem” Haruki Murakamiego. Następny w kolejce okazał się Italo Calvino – jeden z najbardziej interesujących pisarzy i eseistów dwudziestowiecznych Włoch.

„Nieistniejący rycerz” jest przede wszystkim satyrą na chansons de geste – rycerskie poematy opisujące wielkie przygody i chwalebne czyny. Calvino z jednej strony wyśmiewa kontynentalną tradycję rycerską (armia Karola Wielkiego), z drugiej – tradycję arturiańską (wypaczeni i do bólu skarłowaciali poszukiwacze Graala). Wielką wyprawę głównego bohatera w poszukiwaniu dowodów swojej szkachetności trwającą rok kwituje kilkoma zdaniami, skupiając się na wojskowej dyscyplinie (lub raczej jej braku) oraz rycerskim zabawom z żywnością, bronią i sobą nawzajem.

Głównym bohaterem tego humorystycznego poematu jest Agilulf – zbroja, w której zamieszkała skondensowana samoświadomość wszechświata. Towarzyszą mu aspirujący do miana paladyna młodzik, niedorozwinięty w każdym możliwym aspekcie (oprócz seksu) giermek, kochająca porządek brudaska (będąca jednocześnie jednym z najlepszych szermierzy w armii Karola) oraz masa postaci epizodycznych. Dużo, jak 150 stron malutkiej książeczki.

Absurd, absurd i jeszcze raz absurd. W powieści Calvino zachwyca przede wszystkim humorystyczne podejście do opisywanych zjawisk – misji w poszukiwaniu Świętego Graala, rycerskiej bitwy (ograniczającej się ostatecznie do wymiany nieuprzejmości i grabieży stratowanych ciał), archetypu giermka czy wreszcie seksu (dla mnie pierwsza trójka komediowych potyczek miłosnych w historii).

Jak to z dobrymi powieściami bywa, autor zadaje kilka ważkich pytań – co czyni nas ludźmi? Czy istnieje granica w dążeniu do doskonałości i dlaczego bliżej niej znajduje się pusta zbroja, a nie człowiek z krwi i kości? Z czego robi się żołnierską zupę? Ile migdalenia są w stanie wytrzymać zakonne siostrzyczki? A to nawet nie pierwsza baza.

Calvino bawi i nienachalnie skłania do refleksji. Daje do myślenia fakt, że najlepszym rycerzem armii Karola Wielkiego był ten, który nie istnieje, prawda? Niektórzy doszukują się w Agilulfie nawiązań do robota – w końcu porusza się tylko dzięki „sile” rycerskich protokołów i zasad, prócz głosu nie mając z ludźmi nic wspólnego. Może. Polecam serdecznie i szczerze.

Michał „Michu” Wysocki
Share: 

0 komentarze:

Prześlij komentarz